Maks Kaśnikowski był ostatnim Polakiem w turnieju singlowym Enea Poznań Open 2026. Zwycięzca sprzed dwóch lat stoczył trzysetowy bój z turniejową dwójką, Janem Choinskim. Ostatecznie górą był Brytyjczyk o polskich korzeniach, który triumfował 6:4, 2:6, 6:3. – To był super mecz. Maks grał bardzo dobrze przede wszystkim w drugim secie. Jestem szczęśliwy, że w trzecim secie się zmotywowałem i przetrzymałem dobrą fazę jego gry. Ponadto mój tenis też się poprawił – mówił po meczu.
Maks Kaśnikowski (279. ATP) we wtorek wrócił na zwycięską ścieżkę w Enea Poznań Open. 22-latek w dwóch setach pokonał Lorenzo Giustino 6:4, 7:6 (7-1) i zameldował się w drugiej rundzie tegorocznego turnieju. Niestety później z turniejem singlowym pożegnali się pozostali Biało-Czerwoni: Alan Ważny, Daniel Michalski i Tomasz Berkieta.
Kaśnikowski w środę bronił polskiego honoru, ale miał poprzeczkę podniesioną o wiele wyżej. Jego rywalem była turniejowa dwójka – Jan Choinski (106. ATP). 30-letni Brytyjczyk na inaugurację pokonał w dwóch setach Pedro Boscardina Diasa i nie ukrywa, że od dawna marzył, żeby zagrać w Polsce, bo jego ojcem jest Polak.
Dla Polaka i Brytyjczyka było to pierwsze starcie w karierze, a jego stawką był awans do ćwierćfinału challengera w Poznaniu. Kaśnikowski już w trzecim gemie miał dwie szanse na przełamanie rywala, ale ten wybronił się w znakomity sposób. Tenisiści grali gem za gem, a kluczowy moment miał miejsce w dziesiątym gemie. 30-latek wykorzystał swoją pierwszą szansę na przełamanie. W ostatniej piłce Kaśnikowski uderzył piłkę w siatkę, a to oznaczało, że pierwszego seta na swoim koncie ma jego rywal.
Druga partia miała zupełnie inny przebieg. Choinski sporo ryzykował i popełniał wiele niewymuszonych błędów. Kibice na trybunach byli pod wrażeniem gry Kaśnikowskiego, który przypominał siebie z 2024 roku, czyli z momentu, gdy triumfował w poznańskim challengerze. – Drugiego seta zagrałem na bardzo wysokim poziomie, świetnie serwowałem, grałem bardzo agresywnie i dużo chodziłem do siatki. Widziałem, że Janek się podłamał psychicznie w końcówce tego seta – opowiadał Kaśnikowski tuż po meczu.
Kwestie awansu do ćwierćfinału rozstrzygnęły się w trzecim secie. Kluczowe były wydarzenia z czwartego gema, który był bardzo długi. Kaśnikowski dał się jednak przełamać. W późniejszej fazie miał jedną szansę, aby odrobić stratę, ale próba spaliła na panewce. – Zabrakło w trzecim secie. W ogólnym rozrachunku jestem zadowolony, bo grałem z niebyle jakim przeciwnikiem. Jest w świetnej formie i wygrał kilka turniejów w tym roku. Pokazałem, że potrafię grać z takimi rywalami na równym poziomie. Patrzę pozytywnie w przyszłość – mówił po meczu Kaśnikowski.
Choinski tuż po spotkaniu otrzymał gromkie brawa od kibiców zgromadzonych na korcie centralnym. Wielu widzów było zaskoczonych, że Brytyjczyk bardzo dobrze mówi w języku polskim. – Jestem Polakiem. Mój tata jest z Gdańska, a mama jest Brytyjką. Był tancerzem i spotkał moją mamę w Niemczech. Zakochali się i zostali tam. Urodziłem się w Niemczech, ale mam szczęście, że mój ojciec nauczył mnie mówić po polsku. Fajnie jest tutaj w Polsce być – przyznał.
Brytyjczyk w ćwierćfinale zmierzy się ze zwycięzca meczu Gustavo Heide – Maxim Mrva.
MB
fot. Karolina Kiraga-Rychter



