Krzysztof Jordan: „W moim zespole są bardzo ambitni ludzie”

Krzysztof Jordan: „W moim zespole są bardzo ambitni ludzie”

Krzysztof Jordan, dyrektor Enea Poznań Open jest związany z poznańskich Challengerem od początku jego istnienia. Doskonale pamięta poszczególne edycje wydarzenia i wie, jak przez te lata turniej ewoluował. Każda kolejna edycja jest kolejnym wyzwaniem. Nie tylko dla niego, ale dla całego zespołu organizującego turniej. 

Od 2004 roku jest pan dyrektorem poznańskiego Challengera ATP. Czym jest dla pana to wydarzenie?

To dla mnie przede wszystkim ogromna radość i wyjątkowe dni w ciągu całego roku.
Z przymrużeniem oka mogę powiedzieć, że teraz to taki też sprawdzian dla mnie, na ile jestem jeszcze sprawny w działaniu, bo zarówno na kilka tygodnie przed Enea Poznań Open, jak i w trakcie całego turnieju dzieje się bardzo dużo. 

Takich wydarzeń, o wysokich renomie i prestiżu nie tworzy się samemu. Pan wielokrotnie powtarzał, że ma pan szczęście mając wokół siebie znakomity zespół pracujący przy turnieju. Podtrzymuje pan to?

Oczywiście, bez dwóch zdań. Może na samym początku, trzydzieści lat temu to było możliwe, że człowiek siedział za biurkiem, przez kilka tygodni wykonywał setki telefonów i się wszystko udawało. Teraz, w tej formie, w której organizujemy turniej, to jest absolutnie niemożliwe. Aby robić to na takim poziomie, jak to jest obecnie, to praca zaangażowanego i profesjonalnego zespołu jest niezbędna. Tę moją turniejową drużynę nazywam młodzieżą, chociaż ta młodzież ma już duże doświadczenie i piękną karierę sportowo-menadżerską. Ja wiem, że oni kochają tenis, kochają sport, kontakty  z ludźmi – a na tym to wszystko polega. Bo to trzeba lubić. 

Zwłaszcza, że nie jest to wydarzenie jednodniowe. Enea Poznań Open trwa tydzień.

Ja mam wielki szacunek dla wszystkich, którzy organizują wydarzenia sportowe. I te mniejsze, i te większe. Ale nie jest tajemnicą, że czym innym jest zrobienie jednodniowych zawodów, a czym innym tygodniowego Challengera ATP. Inna logistyka, inne planowanie, inna strategia. Każdego dnia też trzeba sobie zadać pytanie, co może się zdarzyć nie przewidzianego za 24 godziny. Ciągle też patrzymy w niebo, sprawdzamy prognozy pogody, podejmujemy czasami trudne decyzje. Wtedy bardzo przydaje się właśnie to doświadczenie. 

A nie boi się pan, że popadnięcie w rutynę?

Nie, nie mam takich obaw. Po pierwsze dlatego, że samo wobec siebie mamy z każdym rokiem większe wymagania, po drugie w tym moim zespole są bardzo ambitni ludzie. O rutynie nie ma mowy. Jeszcze dobrze nie skończyła się 30. edycja Enea Poznań Open, a już słyszałem o nowych pomysłach na tegoroczną edycję. Dlatego wciąż się rozwijamy, zmieniamy się i chcemy być jeszcze lepsi.

W ubiegłym roku piękny jubileusz turnieju, wyprzedane bilety, wiele wydarzeń towarzyszących, a do tego rekordowe zasięgi w social mediach i nagroda dla Imprezy Sportowej Roku 2025. Spodziewał się Pan?

Ja zawsze mówię sobie, że niczego nie można być pewnym, bo sukces takiego wydarzenia zależy od wielu czynników. Także tych, na które nie mamy wpływu. Przed rokiem mieliśmy szczęście, bo była piękna pogoda, był znakomity poziom sportowy, wszystko perfekcyjnie zagrało. Mogę jedynie się z tego cieszyć, podobnie, jak z tej nagrody. Miasto Poznań, jeden z naszych głównych partnerów doceniło naszą pracę, z czego oczywiście się cieszę.

W tym roku, patrząc na rankingi tenisistów, którzy zagrają w Enea Poznań Open o poziom też jest pan spokojny?

Tak, w tym roku, tak teoretycznie, to mamy jeszcze lepszą listę, niż rok temu. Są uczestnicy wielkoszlemowego Roland Garrosa, zawodnicy z czołowej setki rankingu, no i ubiegłoroczni zwycięzca i finalista. To nas zawsze mocno raduje, kiedy zawodnicy do nas wracają. To oznacza, że mają do nas zaufanie, że na kortach Parku tenisowego Olimpia bardzo dobrze się czuli. 

Zostają przy Was także partnerzy turnieju, traktuje to pan także jako dowód uznania?

To jest dla nas bardzo ważne. Nie chcę oczywiście klasyfikować partnerów i sponsorów, mówić o ich ważności, bo oczywiście każdy z nich jest dla nas ogromną wartością. Nie będę jednak ukrywał, że bardzo dobrze układa nam się współpraca z firmą Enea. Nie tylko przy turnieju, ale przez cały rok. Jakby to powiedziała młodzież – czujemy z nimi fajne flow. Na tyle na ile potrafimy, to odwdzięczamy się za to wsparcie. 

Poznańscy kibice zawsze mocno wspierają polskich tenisistów, a Ci grają tutaj, bo jednym z Waszych celów jest wspieranie rodzimych zawodników.

Tak, to prawda. Każdego roku dzikie karty trafiają przede wszystkich do Polaków. A do tego organizujemy ponownie turniej preeliminacyjny, który jest ewenementem, bo nie ma takiej formy przed challengerami. Nasz pomysł się sprawdził i także w tym roku preeliminacje dla Polaków zorganizowaliśmy dając im dodatkową szansę na wywalczenie dzikiej karty do eliminacji. 

Krzysztof Jordan: „W moim zespole są bardzo ambitni ludzie”
Facebook
Twitter
E-mail
Drukuj
Scroll to top