Jan Choinski, mimo że reprezentuje Wielką Brytanię, to czuje także miłość do Polski. 30-latek urodzony w Koblencji, w tym tygodniu zachwycił poznańskich kibiców nie tylko świetną grą, ale także płynną polszczyzną.
Jan Choinski zadebiutował w tym roku na kortach Parku Tenisowego Olimpia. Reprezentant Wielkiej Brytanii w drugiej rundzie wyeliminował ostatniego Polaka w drabince głównej Enea Poznań Open 2026 – Maksa Kaśnikowskiego 6:4, 2:6, 6:3. Po meczu 30-latek zaskoczył publiczność wypowiedziami po polsku. Okazuje się, że tata Choinskiego, Andrzej pochodzi z Gdańska i nauczył syna ojczystego języka.
– Jestem też Polakiem, mój tata pochodzi z Gdańska. Spotkał moją mamę Brytyjkę w Niemczech, tam się zakochali, tam też się urodziłem w Koblencji. Miałem to szczęście, że tata nauczył mnie mówić po polsku. Bardzo fajnie jest być tutaj w Polsce i porozmawiać sobie po polsku – przyznał reprezentant Wielkiej Brytanii, który występuje pod brytyjską flagą od 2018 roku.
Sport we krwi
Wcześniej reprezentował Niemcy ze względu na miejsce urodzenia. Tam też stawiał pierwsze kroki na korcie pod okiem taty.
– Moi rodzice tańczyli zawodowo balet [m.in. w Royal Ballet School w Londynie – przyp. red.], ale ojciec zawsze też kochał tenisa. Kiedy skończył profesjonalnie tańczyć, to zaczął grać więcej na korcie. Występował w lidze niemieckiej i ja jako mały chłopczyk często chodziłem z mamą na korty go oglądać. Bardzo mi się spodobało i tak zacząłem grać w tenisa z tatą – wspominał tegoroczny ćwierćfinalista poznańskiego challengera ATP. W czwartek Brytyjczyk stoczył zacięty, trzysetowy bój o półfinał Enea Poznań Open 2026. Po prawie trzech godzinach walki rozstawiony z „dwójką” tenisista musiał uznać wyższość Brazylijczyka Gustavo Heide. Ostatecznie zawodnik z polskimi korzeniami przegrał 6:7 (5-7), 6:3, 4:6.
Choinski wielokrotnie występował w Polsce podczas turniejów rangi ITF oraz w challengerze w Szczecinie, w stolicy Wielkopolski nigdy natomiast nie było ku temu sprzyjających okoliczności, aż do tego roku.
– Zawsze próbuję grać wszystkie turnieje w Polsce. Grałem m.in. w Sopocie, w Szczecinie. Tutaj niestety nie było wcześniej okazji, bo gram dla Anglii, pod brytyjską flagą i grałem dużo na trawie w ostatnich latach. W tym roku dostałem się do głównej drabinki Wimbledonu z rankingu, bez konieczności grania eliminacji, więc zyskałem tydzień więcej i mogłem przyjechać do Poznania. Cieszę się z tego, bo tu jest wspaniały turniej, bardzo mi się podoba. Bardzo fajnie jest być w Polsce i tu grać – mówił Brytyjczyk z polskimi korzeniami.
Zawalczyć o swoje
Dostanie się do głównej drabinki Wimbledonu 2026 było głównym założeniem Choinskiego, po tym, jak w ubiegłym roku organizatorzy trzeciego Wielkiego Szlema w roku nie przyznali mu dzikiej karty. 30-latek z Koblencji był zawiedziony tym faktem, uważał, że ta specjalna przepustka mu się należy. Ta sytuacja zmotywowała go jednak, by samemu zawalczyć o miejsce i nie być zależnym w przyszłości od innych.
– Kiedy nie otrzymałem dzikiej karty do Wimbledonu, powiedziałem sobie, że sam na to zapracuję i udało się to osiągnąć, głównie za sprawą dobrych wyników w drugiej połowie ubiegłego sezonu – cieszył się Choinski, który piąty raz w karierze zagra na kortach przy Church Road, w tym trzeci w turnieju głównym. Jego najlepszym rezultatem na Wimbledonie jest druga runda z 2023 roku. Wówczas najpierw pokonał Serba Duszana Lajovicia, a następnie uległ Hubertowi Hurkaczowi, triumfatorowi poznańskiego challengera z 2018 roku.
Druga połowa sezonu 2025 rzeczywiście była wspaniała dla Choinskiego. Ćwierćfinalista Enea Poznań Open od czerwca do października wygrał cztery challengery. Był najlepszy w Troyes, Bunschoten, Bad Waltersdorf i Walencji. Z kolei w tym roku w maju Brytyjczyk dorzucił też challengerowy triumf w Zagrzebiu. Te wyniki pozwoliły na znaczny awans w rankingu ATP. Obecnie plasuje się on na 106. miejscu, a przed miesiącem był już 101. zawodnikiem na świecie. Choinski jest więc o krok od złamania bariery pierwszej setki.
– Marzeniem każdego tenisisty jest awans do TOP 100, jestem tego bliski i trzeba to dociągnąć. Forma jest, ciało trzyma, więc liczę na to, że w najbliższym czasie mi się uda – zakończył.
Dominika Opala
fot. Paweł Rychter



