Facundo Diaz Acosta to jeden z faworytów tegorocznej edycji Enea Poznań Open. Niegdyś 47. tenisista na świecie powraca do stolicy Wielkopolski, aby krok po kroku odbudować pewność w grze i pozycję sprzed dwóch lat. Na kortach Parku Tenisowego Olimpia Argentyńczyk ma szansę na zdobycie czwartego tytułu challengerowego w tym roku i dziewiątego ogólnie.
Facundo Diaz Acosta rozpoczął udział w Enea Poznań Open 2026 od zwycięstwa nad Urugwajczykiem Franco Roncadellim. Wygrał ostatecznie 6:2 oraz 7:5. – To był trudny mecz, bo musiałem grać z jednym z moich najlepszych przyjaciół w tourze, dlatego to był również bardzo emocjonalny pojedynek. Rozpocząłem go dobrze, potem jednak się spiąłem, a mój przeciwnik podniósł poziom swojej gry. Zdołałem dobrze rozegrać ostatnie dwa gemy i na szczeście zakończyłem mecz w dwóch setach – ocenił Argentyńczyk, który zmierzy się z Hynkiem Bartonem w walce o ćwierćfinał. Tym samym 25-latek z Buenos Aires stanie przed szansą powtórzenia wyniku z 2023 roku. – Grałem w Poznaniu trzy lata temu i dotarłem do ćwierćfinału. Mam nadzieję, że tym razem uda mi się dotrzeć jeszcze dalej.
Wyśniony triumf
Nie może dziwić fakt, że Diaz Acosta celuje w najwyższe trofeum także w stolicy Wielkopolski, gdyż ostatnie miesiące są naprawdę imponujące w jego wykonaniu. W tym sezonie tenisista z Ameryki Południowej wygrał już trzy turnieje rangi challenger. W lutym triumfował w Tigre, w marcu był najlepszy w Sao Leopoldo, natomiast w maju nie dał szans rywalom we Francavilla al Mare. Po przebrnięciu eliminacji, dotarł także do drugiej rundy Roland Garros, gdzie po zaciętym pięciosetowym meczu uległ rozstawionemu z numerem 18 Amerykaninowi Learnerowi Tienowi.
– Moim celem jest wygrywanie, jak największej liczby meczów. Ostatnie trzy miesiące są dla mnie bardzo dobre pod względem poziomu gry i chciałbym go utrzymać. Każdy mecz jest trudny, dlatego krok po kroku chcę robić swoje i grać, jak najlepiej – ocenia spokojnie Argentyńczyk.
Wie z pewnością, że takie momenty, kiedy jest zdrowy i może prezentować dobry tenis trzeba doceniać podwójnie. Dobrze rozwijającą się karierę „Facu”, jak jest nazywany, zastopowały kontuzje. W lutym 2024 roku Diaz Acosta sięgnął po najwyższe dotychczasowe trofeum w życiu, mianowicie wygrał turniej rangi ATP 250 w rodzinnym Buenos Aires. W drodze do końcowego zwycięstwa pokonał m.in. rodaka Francisco Cerundolo, Serba Dusana Lajovicia, a w finale Chilijczyka Nicolasa Jarry’ego. To także w tej imprezie debiutował w ATP Tour w 2020 roku, a w 2023 roku odniósł pierwsze zwycięstwo na tym poziomie rozgrywek (pokonał rodaka – Federico Corię).
Z kolei w kwietniu 2024 roku osiągnął ćwierćfinał w turnieju ATP 500 w Barcelonie i po tym występie awansował na najwyższe w karierze, 47. miejsce w rankingu ATP. W lipcu 25-letni leworęczny tenisista dotarł jeszcze do półfinału ATP 250 w Kitzbuhel. Później jednak Diaz Acosta notował coraz więcej porażek, pojawiły się problemy zdrowotne, a dyspozycja była coraz słabsza. Trwało to także w sezonie 2025, aż w końcu zawodnik musiał zrobić dłuższą przerwę. Od marca do końca czerwca nie pojawił się na światowych kortach, a po powrocie trudno mu było złapać odpowiedni rytm. – Miałem dużo kontuzji, które zmusiły mnie do długiej przerwy. Potem powrót do gry, odnalezienie rytmu, podróże, sprawiło mi to trochę trudności, ale teraz jestem pełen optymizmu – przyznał tenisista, który w tym sezonie ponownie rozpoczął marsz w górę rankingu. W lutym tego roku był już 301. zawodnikiem zestawienia, a obecnie plasuje się na 127. miejscu. – Liczę na to, że niedługo wrócę do grania w lepszych turniejach, to mój cel. Ale w tym momencie gram tutaj i muszę wygrywać mecze w Poznaniu, co też jest bardzo trudne. Na tym się koncentruję – dodał.
Utalentowany junior
Triumf w stolicy Argentyny był dla Diaza Acosty szczególny nie tylko ze względu na rangę imprezy, ale przede wszystkim na miejsce. Możliwość grania przed własną publicznością w Buenos Aires Lawn Tennis Club była wyjątkowa. Obiekt ten ponadto położony jest niedaleko Club Atletico Comercio, gdzie Diaz Acosta stawiał pierwsze tenisowe kroki – najpierw jako trzylatek ze swoimi dziadkami, a następnie już jako ośmiolatek pod okiem trenerów. Z czasem Facundo przeniósł się do Akademii Mariano Hooda i Mariano Monachesiego. To właśnie tam stał się jednym z najlepszych argentyńskich juniorów i wyróżniał się także w światowym tourze, docierając do szóstego miejsca na świecie. W Wielkich Szlemach do lat 18 nie osiągnął jednak spektakularnych wyników (druga runda Roland Garros, Wimbledonu i US Open w sezonie 2018), ale Argentyńczyk może pochwalić się inną zdobyczą. W 2018 roku, podczas Igrzysk Olimpijskich Młodzieży w Buenos Aires, wywalczył złoty medal w grze podwójnej w parze z Sebastianem Baezem oraz srebrny medal w grze pojedynczej.
Facundo Diaz Acosta papiery na granie zdecydowanie ma. Od najmłodszych lat podziwiał Rafaela Nadala i uwielbiał oglądać mecze Hiszpana, dlatego też w jego grze jest wiele podobieństw do mistrza z Majorki. 25-letni kibic River Plate przyznaje, że w ostatnich latach nauczył się, jak lepiej zarządzać swoimi emocjami i energią, i to znacznie ułatwiło mu starty. Argentyńczyk dużo pracował także nad stroną mentalną, a to było kluczem do największych osiągnięć. Mimo że Facundo jest jeszcze młodym tenisistą, to już wiele doświadczył. Jak pokazuje w tym sezonie, nie zamierza jednak się poddawać i stopniowo chce odbudować pozycję w tourze, a poznańscy kibice mogą być tego świadkami w tym tygodniu.
Dominika Opala
fot. Karolina Kiraga-Rychter



